New Year’s Eve (2011)

Gdyby nie fakt, że liczne wątki filmu wreszcie się finalizują, uczucie ulgi nie zagościłoby na moim rozchwianym ciążowo wahlarzu emocjonalnym.

Jeszcze parę lat temu dałam się ponieść pewnemu brytyjskiemu przebojowi, Love, Actually, do którego to, przyznaję, lubię wracać do dziś. Cieszy mnie, bawi, wzrusza. Kompletnie mi nie przeszkadzają braki w ciągłości narracji, niekonsekwencje i takie tam. Film mnie kupił, dialogi znam na pamięć i możecie sobie myśleć o mnie praktycznie cokolwiek z tej okazji.

Prawdę mówiąc, trochę miałam chęć na powtórkę z rozrywki, kiedy to wybrałam się na amerykański film, New Year’s Eve. Zupełnie po kobiecemu (cokolwiek miałoby to znaczyć) chciałam się oddać kiczowi. Tyle że przez pierwsze 3/4 filmu kompletnie mi się to nie udało. No i po raz kolejny okazało się, że kicz też trzeba umieć zrobić. Więcej »

Opublikowane w Filmowo nieco | Tagi , | Dodaj komentarz

Nie lubię pary bohaterów: Revolutionary Road (2008)

Dopiero niedawno obejrzałam rzeczony w tytule tu film skuszona, zwabiona dobrymi recenzjami kreacji aktorskich DiCaprio i Winslet. Kreacje - faktycznie niczego sobie. W jakże jednak emocjonalnie kiepski moment film ów trafił!

Zahukana, nie potrafiąca zrealizować swych wybujałych marzeń,  niespełniona aktorka. I równie niespełniony bujak w obłokach, któremu tu i ówdzie brak jaj, by przed samym sobą (przede wszystkim!) przyznać, jakie ma w życiu priorytety.

Konwencja filmu zaś - jakaś taka teatralna, kiedy to na scenie spotyka się para bohaterów, by to obrzucić się inwektywami,  to znów zjednoczyć w miłosnym uniesieniu. Z zupełnie życiowego punktu widzenia uważam taką konwencję kominukacji za kompletnie nie do przyjęcia.

I mówię państwu Wheelerom zdecydowane NIE (acz film dobry jest, jeśli spojrzymy nań względnie obiektywnie ;) )

Opublikowane w Filmowo nieco | Tagi | Dodaj komentarz

Czego można dowiedzieć się podczas wycieczki do kina i czy Marylin pomoże

Podczas ostatniej wizyty w kinie dowiedziałam się, że:

- Steven Spielberg zrobił film o koniu (a ja z jakiegoś powodu nigdy nie lubiłam Lassiego);

- muzyczne tematy przewodnie z Ojca chrzestnego i Jurassic Park wciąż nadają się do zagłuszania myśli znudzonej widowni w oczekiwaniu na rozpoczęcie… zwiastunów i reklam przed właściwym seansem filmowym;

- jedynym sposobem na opowiedzenie historii o Marylin Monroe jest przyjęcie punktu widzenia nieopierzonego młodzieńca na kolejną Malenę oraz że Marylin w gruncie rzeczy potrzebowała pomocy psychiatrycznej.

Jak zwykle, poszukuję nowości w kinie. W przeciwieństwie do filmów aktorskich animacje pokroju Chico & Rita, mimo właściwie dość banalnej historii niespełnionej (?) młodzieńczej miłości, są w stanie zrobić na mnie większe wrażenie. Za sprawą to bardzo fajnej techniki czy niezwykle poruszającej muzyki. Bo Chico & Rita to opowieść nie tylko o parze tytułowych bohaterów. To jeszcze niezwykły świat zmysłów, jaki porusza nam muzyka,  której to muzyce wierzymy jak najlepszemu aktorowi w wybornej roli.

Niby od czapy,  ale może jednak niezupełnie, przychodzi mi na myśl pewien krótki tekst autorstwa Umberto Eco, który przeczytałam lata temu, a który jednak w najmniej spodziewanych momentach i okolicznościach daje mi o sobie znać. Jest coś w młodzieńczej miłości, chłopięcym zafascynowaniu kobietami starszymi, dojrzałymi czy choćby dojrzalszymi, co każe mężczyznom kultywować pamięć o tychże przez kolejne dziesięciolecia ich życia. I tak jak Marylin wyniesio na piedestał w filmie wspomnianym (po raz enty zresztą na przestrzeni wielu już lat i na rozmaite sposoby), tak Umberto Umberto wielbi na łamach tekstu Eco swą Nonitę…

Każdym skurczem ciała pragnąłem tych istot napiętnowanych już nieubłaganym przemijaniem, pochylonych pod zgubnym ciężarem osiemdziesięciu lat, noszących już w sobie przerażające widmo zgrzybiałości, która tak silnie oddziałuje wszak na zmysły. Aby zdefiniować te niewiasty, nie znane większości mężczyzn, skazane na obojętnośc owych usagers jędrnych 25latek przybyłych z Friuli, przyjmę - czując, jak gwałtownie podchodzą mi do gardła wymiociny wiedzy unicestwiającej wszelki gest niewinności - określenie, które, mam nadzieję, okaże się ścisłe: Parkunie.

Opublikowane w Filmowo nieco | Tagi , | Dodaj komentarz

Związek zawodowy aktorów w UK

Poniższy tekst autorstwa mojego został opublikowany w kwartalniku FilmPRO 3/2011 (7). Tekst powstał w lipcu br. i dotyczy sposobu funkcjonowania związku zawodowego aktorów w Wielkiej Brytanii.

***

Kiedy w 2010 Malcolm Sinclair objął stanowisko przewodniczącego brytyjskiego związku zawodowego aktorów (ang. Equity), tu i ówdzie pojawiły się głosy, że może wreszcie nastał czas odbudowy dobrego imienia związku, jego pozycji na rynku, jak i poprawy wizerunku samej profesji aktorskiej, której to się już nie szanuje, zaś wodą na młyn niech będzie tu nieustanne wyzyskiwanie aktorów przez pracodawców i agentów, omijanie prawa aktorów do minimalnego wynagrodzenia czy godziwych warunków pracy. Sceptycy wskazywali niestety na brak doświadczenia, woli i determinacji nowego szefa związku w dążeniu do zapewnienia należytej ochrony praw członków Equity. A zatem, po co komu związki, skoro wydaje się, że wszystko i tak się sypie, a aktorami przecież opiekują się agenci?

Brytyjski związek zawodowy aktorów został założony w 1930 roku jako British Actors’ Equity Association (dziś po prostu Equity) i skupiał przede wszystkim aktorów, reżyserów i modeli. Dziś ta lista zawodów jest znacznie dłuższa i obejmuje także m.in. prezenterów telewizyjnych, tancerzy, choreografów, artystów kabaretowych, cyrkowych, etc. Przez długi czas swego istnienia związek był jednym z najpotężniejszych w Wielkiej Brytanii, jako że żaden aktor ani tancerz nie miał prawa występować bez ważnej karty członkowskiej, przy czym nie można było jej zdobyć bez udokumentowanego doświadczenia zawodowego. By umożliwić członkowstwo aktorom nie związanym do tej pory z Equity, rezerwowano niewielką ilość kontraktów specjalnie dla nowicjuszy w lokalnych produkcjach. Podczas pracy nad nimi aktorzy legitymowali się tymczasowymi kartami członkowskimi, by po zakończeniu stażu móc aplikować o angaż na West Endzie, w filmie czy telewizji. System ten, określany jako closed shop, został jednak zdelegalizowany w Wielkiej Brytanii w roku 1988, co poważnie osłabiło pozycję Equity, bowiem członkowstwo przestało już być obowiązkowe. Więcej »

Opublikowane w Emigracyjnie | Kulturowo, Filmowo nieco | Tagi | Dodaj komentarz

Madame Tutli-Putli (2007)

Bynajmniej nie chodzi o to, że Madame Tutli-Putli jest uosobieniem moich najskrytszych bądź mniej skrywanych fobii. Nie utożsamiam się z nią na żadnym chyba poziomie, niemniej film mi się podoba i dlatego go tu zamieszczam. Myślę, że dość powszechna jest konieczność odnalezienia siebie w filmach i przedstawionych w nich postaciach. Że niby tylko wtedy film działa. Czy mogę identyfikować się z filmem jako dziełem, jeśli nie odzwierciedla on żadnych wartości z mojego życia? Ot, zagwozdka.

Poniżej przewrotnie przyjemna Madame Tutli-Putli w real. Chrisa Lavisa i Maćka Szczerbowskiego z 2007r.

Opublikowane w Animacyjnie | Tagi , | Dodaj komentarz

Najnowszy krótki metraż prosto od Aardmana - Pythagausaurus

Ha! :)

Opublikowane w Animacyjnie | Tagi , | Dodaj komentarz

10. Międzynarodowy Dzień Animacji

Od dziesięciu lat Międzynarodowe Stowarzyszenie Filmu Animowanego (Association Internationale du Film d’Animation - ASIFA) organizuje 28 października Międzynarodowy Dzień Animacji (MDA). Wybór tej daty wydaje się oczywisty – dokładnie w tym dniu w 1892 roku w Grevin Museum w Paryżu, odbył się pierwszy publiczny pokaz animacji Emile Reynauda zwany „Theatre Optique”. Z tej okazji na całym świecie odbywają się pokazy filmów animowanych, wystawy, seminaria i warsztaty z twórcami tej – przeżywającej aktualnie swój renesans – sztuki. Koordynacją obchodów Międzynarodowego Dnia Animacji zajmuje się ASIFA we współpracy z narodowymi grupami – w tym także z grupą ASIFA Poland.

W ramach tegorocznego Międzynarodowego Dnia Animacji ASIFA Poland we współpracy z Dziecięcą Wytwórnią Filmową działającą przy Galerii Entropia we Wrocławiu przygotowała program prezentujący najciekawsze filmy tej niezwykle zasłużonej dla krzewienia animacji wśród najmłodszych twórców wrocławskiej wytwórni, która w tym roku obchodzi jubileusz 25-lecia istnienia. Witold Giersz, nestor polskiej animacji, wielokrotnie z zachwytem powtarzał, że to właśnie w tych filmach, realizowanych przez dzieci w wieku od kilku do kilkunastu lat, tkwi świeżość i potencjał współczesnej animacji. Zachwycające pomysłami, bezkompromisowością i oryginalną muzyką (m.in. zespołu Małe Instrumenty) filmy animowane z DWF stały się wizytówką polskiej animacji w czasie tegorocznych obchodów MDA. Z kolei polscy widzowie oprócz tego zestawu zobaczą także najnowsze filmy z Brazylii, Bułgarii, Indii, Korei, Niemiec i Portugalii, a także lalkowe horrory (zbliża się w Halloween), pokazy animacji pełnometrażowych (Iluzjonista, Mary and Max). Niezwykle interesująco zapowiada się także „Multiinstalacja filmowa”, którą z tej okazji przygotowała Galeria Entropia, spotkania z twórcami i specjalne pokazy najnowszych filmów z warszawskich studiów. Z powodu tak dużego bogactwa programu dla mieszkańców ośmiu polskich miast: Białegostoku, Gdyni, Krakowa, Krosna, Łodzi, Sopotu, Warszawy i Wrocławia, Międzynarodowy Dzień Animacji będzie trwał nie jeden, a pięć dni (26-30 października). Więcej »

Opublikowane w Animacyjnie, Kulturalnie | Tagi , | Dodaj komentarz

Crulic na BFI London Film Festival

Wydaje się, iż w okresie od początku bieżącego tysiąclecia festiwale poczęły mnożyć się jak grzyby po deszczu. Ciekawe, że nie powstrzymuje ich (póki co) panoszący się kryzys ekonomiczny, w wyniku którego, wydawać by się mogło, większość imprez i inicjatyw kulturalnych po prostu straci dotacje rządowe, na których to zwykle opiera się ich budżet. Kolejny jednak z faktów, jakie wydają się mieć miejsce, to taki, że pewne imprezy wręcz nabierają rozmachu i poszerzają swoje ambicje i zasięg w sporej mierze z powodu funduszy od sponsorów komercyjnych (ponosząc też nierzadko tego konsekwencje).

Jak, zupełnie słusznie moim zdaniem, zauważa Nick James w jednym z tekstów bieżącego wydania brytyjskiego Sight & Sound, rola tego typu wydarzeń stała się niezwykle istotna, jako że to one prezentując taki, a nie inny repertuar, wydają się świadczyć o obecnej sytuacji kinematografii światowej. Z drugiej zaś strony, festiwale są świetnym narzędziem promocyjnym dla filmów z założenia nie przeznaczonych na rynek masowy. Dzięki festiwalowym recenzjom zdobywają swój status, co potencjalnie uchyla im furtkę do ewentualnego sukcesu komercyjnego. A zatem: dobrze jest pokazać się na festiwalach, zwłaszcza na tych ważniejszych. Więcej »

Opublikowane w Animacyjnie, Emigracyjnie | Kulturowo | Tagi , | Dodaj komentarz